środa, 28 marca 2012

Rozmowy przy budce z piwem, czyli debata "mędrców" w "Polityce"

"Polityka" znów wyemitowała swoją książeczkę dla myślących inaczej. W nowym "Niezbędniku inteligenta" przeczytamy po raz n-ty o tym, że kapitalizm przegrał, że wolny rynek znów zawiódł, że czas na nowe rozwiązania, itd. Autorem tekstów jest nowa gwiazdka komuszego organu, czyli Wawrzyniec Smoczyński. Z wykształcenia jest on egiptologiem, co zresztą nie dziwi, jeśli zauważymy, że konsekwencją wprowadzenia w życie jego poglądów gospodarczych byłoby cofnięcie się ludzkości do epoki faraonów.
Swoją drogą, Smoczyński powoli skrobie marchewki Żakowskiemu, który w "Niezbędniku" był zawsze postacią numer jeden. Czyżby następowała historyczna zmiana warty?
Ale wróćmy do tematu. Debata z Kwaśniewskim o przyszłości kapitalizmu - a czemu Jaruzela od razu nie zaprosili? Kwachu nie robi jednak siary i ucieka w globalizację. Sprośnie robi się za to, gdy Vincent-Rostowski stwierdza, że kapitalizm jest z natury kryzysogenny. Po chwili stwierdza jednak, że obecny kryzys nie byłby tak silny, gdyby Greenspan pozwalał wcześniej na mniejsze kryzysy. Zaraz, zaraz... Skoro kryzysy to wada wrodzona kapitalizmu, to co miał przy nich do gadania Greenspan? Musimy się zdecydować: albo kryzysy wywołuje kapitalizm albo Greenspan. Spokojnie, czytelnicy "Polityki" nie należą do myślących dogłębnie i w takie szczegóły nie musimy tu wnikać.
Chwilę potem Marek Belka dorzuca, że "Błąd tkwił w tradycyjnej ekonomii głównego nurtu, która opierała się na micie homo economicus, pełnej racjonalności ekonomicznej człowieka." Problem w tym, że ekonomia głównego nurtu nie jest ekonomią wolnego rynku - potwierdzi to każdy obeznany w temacie przyzwoity człowiek. Czy ktoś zaoponował, czy ktoś się sprzeciwił?
Mało brakowało, a Belka rozpocząłby lewacką tyradę przeciwko "neoliberalizmowi", który zawiódł, który przyniósł kryzys, który stał się religią ekonomistów. Czasami już mu się tak zdarzało.
Nie łudzę się, że państwo może dobrze funkcjonować - nawet gdyby rządził nim najbardziej zdeklarowany liberał gospodarczy zwyczajnie nie działa. Ale jeśli szef NBP i minister finansów prześcigają się w krytyce wolnego rynku, powodów do pesymizmu jakby przybywa.

wtorek, 27 marca 2012

Wreszcie jest - najbardziej wyczekiwany blog roku! ;)

Kilka osób zarzuciło mi już, że niepotrzebnie skupiam się na prawicy, a to przecież lewica powinna być łajana. Prawica jest przynajmniej pobożna, a lewactwo to ateiści, komuniści i wykolejeńcy intelektualni. Zgoda.
Od dzisiaj zacznę więc wypisywać kąśliwe uwagi pod adresem lewicy, ale postanowiłem sobie, że nigdy nie popełnię następujących grzechów powszednich prawicowych socjalistów:
- nie będę napiętnował za lekceważenie Smoleńska;
- nie będę obstawał przy twierdzeniu, że tylko lewica to socjaliści;
- nie będę nawoływał do "wzięcia tego całego lewactwa za mordę";
- nie będę krytykował lewicy za branie kasy z państwa na X, gdy można było dać na Y;
- nie będę krytykował lewicy za chęć rozdzielenia państwa od Kościoła;
Ale to tyle na razie. Teraz muszę zadbać o szatę graficzną, bo póki co jest mało interesująco.