czwartek, 24 maja 2012

"Bezstronni" naukowcy dekonstruują libertarianizm

Wczoraj byłem w Olsztynie na konferencji "W prawo, w lewo czy na przekór" (info tutaj), na której omówione miały zostać idee anarchistyczne i libertariańskie. Na całej konferencji być niestety nie mogłem, lecz w tym miejscu chciałbym jeszcze raz podziękować Panu Arturowi Sobieli, organizatorowi konferencji, za zaproszenie mnie na nią i za możliwość opowiedzenia o moim e-booku "A priori sprawiedliwości. Libertariańska teoria prawa" (dostępna tutaj).
Na sali zebrało się ok. 20 osób - czyli poza paroma studentami w zasadzie wszyscy ci, którzy za udział w niej dostali honorarium. Młodzież ani profesura nie lubi dyskusji o zmianie status quo, o wiele ciekawsze jest wszak pisanie wniosków o dotacje z Unii albo z nich korzystanie.
Po zaprezentowaniu mojego referatu przyszedł czas na dyskusję, która rozpoczęła się dosyć kulturalnie. Pewien student zapytał mnie o praktykę wymierzania kar w wolnym społeczeństwie. Jednakże wkrótce zostałem poddany przez zebranych na sali podatkożernych filozofów gruntownej "dekonstrukcji". Płachtą na byka okazały się najwyraźniej takie stwierdzenia, jak: "absolutnie obowiązujący", "niepowątpiewalny" lub "niepodważalny", gdyż moi dysputanci byli rozjuszeni niczym młode buhaje. Prym wiódł tu niejaki Janusz Waluszko, ponoć weteran anarchizmu lewicowego, który dosłownie zmiótł mnie z powierzchni ziemi sugestią, że etyka powinna obowiązywać także zwierzęta oraz wszelkie biologiczne życie (a nawet stoły, jak później powiedział). Ów osobnik był na tyle oddany idei anarchizmu lewicowego, że nie pozwalał mi nawet skończyć żadnego zdania (Narzekam na prawicę, ale przekonuję się, że lewactwo to naprawdę ciężkie schorzenie). Z kolei inny studencina stwierdził po uniwersytecku, że niektórzy nie mają ciał, bo są mistykami i był z siebie nad wyraz zadowolony. Inna Pani doktor stwierdziła później wspaniałomyślnie, że moja teoria przywłaszczenia jest "śmieszna", ale niestety umiała powiedzieć czemu. W ramach filozoficznej dekonstrukcji teorii libertariańskiej, która odbyła się po moim referacie usłyszeć można było niezwykle naukowe cmokania wyrażające dezaprobatę, śmiechy, epitety w stylu: "libertariańce" oraz inne gesty świadczące o tym, że znaleźliśmy się w miejscu poświęconym rzeczowej naukowej debacie.
Podatkożerni filozofowie, z którymi spotkałem się w Olsztynie, są na pewno świetni w dekonstrukcji, czyli cynicznym odrzucaniu wszelkiego, co racjonalne, ale największy ich problem jest taki, że sami nie potrafią zaproponować niczego w zamian. Dopóki będą na utrzymaniu państwa, to będzie ich ulubiona rozrywka.
Ostatecznie jednak nie powinienem się dziwić, gdyż konferencja była przede wszystkim o anarchizmie, czyli o chorej idei odrzucenia własności i zasad moralności, a nie o libertarianizmie - idei ładu opartego na prawie własności i absolutnie obowiązującym kodeksie etycznym. Uniwersyteccy humaniści nigdy jednak libertarianizmu nie wezmą na poważnie, bo jeszcze, o zgrozo, doszliby do wniosku, że nie powinni pracować w miejscu, które zapewnia im tyle satysfakcji z bycia intelektualistami.

6 komentarzy:

  1. Rozumiem, że cała krytyka tych "podatkożernych" bierze się z niezrozumienia przez nich tej cudownej idei opartej o własność? Gdyby przyklasnęli, wpis byłby pochwalny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jak to jest z tym nie-zrozumieniem libertarianizmu przez "podatkożernych"? Skąd się bierze to "niezrozumienie przez nich tej cudownej idei opartej o własność"? Czy z braku wyobraźni, potrzebnej by z abstrakcyjnych założeń zbudować i wytestować pewien model teoretyczny? Czy może z uczucia dyskomfortu, które mogłoby się pojawić, gdyby sobie uświadomili, że żyją z pieniędzy zrabowanych podatnikom i są w pewnym sensie paserami? A może jest jakieś inne powody, których nie wymieniłem?

      Usuń
  2. Istnieje różnica między niezrozumieniem idei, a niekulturalnym wyśmiewaniem jej, wygłaszaniem ironicznych uwag oraz osaczaniem prelegenta. W Olsztynie mieliśmy do czynienia z tym drugim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie dopuszczasz autorze, że taka koncepcja jest równie absurdalna jak próba forsowania ptolomeuszowego systemu? Czy wtedy interlokutorzy nie byliby bardziej rozbawieni niż przy Twojej koncepcji? Poza tym, skąd te przytyki ad personam? Gdyby byli Tobie przychylni już nie nazwałbyś ich "podatkożernymi", tylko olsztyńskimi mędrcami?

      Usuń
  3. Nie chce mi się wnikać w szczegóły, ale... Jakub jest tak kontaktowy w dyskusji o libertarianizmie, jak świadkowie Jehowy w dyskusji o piśmie św., a najlepszym tego przykładem jest jechanie po schemacie (wróg musi być np. uniwersyteckim podatkożercą - tymczasem ja nie jestem w żaden sposób związany z uczelnią a walcząc z państwem zwalczałem i podatki, choć także - o zgrozo - i własność nie wynikającą z użytkowania i to był sens mojej polemiki z w/w "świadkiem własnEGO", który nie pojmuje nawet innych bytów niż pazerna ludzkie JA), pozdrawiam, Janusz Waluszko, "lewacki" anarchista.
    PS., z uwagi na styl dyskusji - po co mam wiernEGO denerwować - i brak czasu, niniejszym kończę (brak odbioru :))

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Janusz Waluszko
    Wciąż ubolewam nad faktem, że nie ma zapisu multimedialnego konferencji. Wówczas moglibyśmy przekonać się, że to nie ja miałem problemy z kulturą prowadzenia dyskusji, lecz właśnie p. Waluszko. Przerywał mi wielokrotnie oraz wygłaszał bardzo złośliwe komentarze w momencie, gdy się wypowiadałem. Kto był, ten słyszał.
    Pana Waluszki nie zaliczyłem w swym wpisie do grona państwowych podatkożerców, lecz określiłem mianem lewackiego anarchisty, na co sobie chyba zresztą zasłużył sugerując, że własność środków produkcji powinna być wspólna (gdyż własność nie wynikająca z użytkowania jest ponoć zła) - tak twierdzi i twierdził będzie każdy komunista.
    Co zaś się tyczy JA i EGO, polecam moje teksty na temat egoistycznego państwa i altruistycznego wolnego rynku.

    PS. Jeśli już odczyta Pan mój komentarz i skończy "użytkować" swój komputer, proszę go później egoistycznie i samolubnie ponownie nie przywłaszczać.

    OdpowiedzUsuń