wtorek, 10 grudnia 2013

Krótka rozprawa między czterema lewakami: analitykiem, postmodernistą, filozofem dialogu, a neomarksistą



Krótka rozprawa między czterema lewakami: analitykiem, postmodernistą, filozofem dialogu, a neomarksistą

(sala na wydziale filozofii państwowego uniwersytetu, w oczekiwaniu na zebranie rady wydziału; do grupki mężczyzn podchodzi młody naukowiec)
NEOMARKSISTA
Ale mnie zirytował!
WSZYSCY
Ale kto?
NEOMARKSISTA
Aaa… taki student. Na zajęciach powołał się na jakiegoś Rothbarda i powiedział, że miejsce państwa powinny zająć prywatne agencje ubezpieczeniowe.
POSTMODERNISTA
Fuj, cóż za kapitalistyczna narracja!
NEOMARKSISTA
Prawda?
FILOZOF DIALOGU
Martwi mnie to. Gdzie w tym wszystkim miejsce na relację Ja-Ty?
NEOMARKSISTA
Dla mnie to typowo faszystowska teoria uskuteczniania przez fałszywą świadomość społeczeństwa postindustrialnego. Pewnie w jakiejś korporacji go nafaszerowali tymi chorymi ideami.
ANALITYK
Jego stwierdzenie nie posiada żadnej weryfikacji empirycznej. Żeby je potwierdzić lub obalić musielibyśmy wpierw ustalić znaczenie użytych słów oraz predykatów. Dla mnie to wątpliwe.
POSTMODERNISTA
Pojęcia są zresztą płynne i mogą znaczyć wszystko – a szczególnie pojęcie tego, co „prywatne”. Nie da się tu ustalić żadnej wspólnej płaszczyzny. Znaczenie słów jest płynne.
ANALITYK
Popieram. Quine dobitnie pokazał, że tak naprawdę znaczenie jest zrelatywizowane teorii naukowej.
NEOMARKSISTA
I wyobraźcie sobie, że potem jeszcze dodał, że podatki to kradzież!
FILOZOF DIALOGU
Ach! Toż to Parmenides! Totalizm czystej próby! To zepchnięcie Innego do roli przedmiotu!
ANALITYK
To stwierdzenie brzmi jak aksjomat, a trzeba pamiętać, co na temat aksjomatów powiedział Gödel. Tu by była potrzebna jakaś metaanaliza.
NEOMARKSISTA
Mówiąc takie rzeczy zdradził swoje ukryte instynkty seksualne. Tłumi w sobie chęć seksualnej dominacji i dlatego przekuwa się to na jego turbokapitalistyczny neoliberalizm.
POSTMODERNISTA
Zgadzam się – to typowa wypowiedź falliczna. To pokazuje, że nadal nie jesteśmy gotowi na narrację waginalną, na wyzwolenie z katolickiego patriarchalnego monologu. W naszym postindustrialnym społeczeństwie tego typu wypowiedzi świadczą o diachroniczności procesu emancypacji ludzkiej jaźni ze starych wierzeń i mitów.
FILOZOF DIALOGU
Tak. Jak mawiał Heidegger: „Nicość nicuje”.
ANALITYK
Nie rozumiem o co ci chodzi.
POSTMODERNISTA
Nie psuj jego narracji. Nie widzisz, że jest przejęty Kierkegaardem?
NEOMARKSISTA
Dajcie spokój. Nie widzicie, że ta brunatna fala wciąż się rozlewa? Ci faszyści chcą wolnego rynku!
FILOZOF DIALOGU
Prawda.
ANALITYK
Ale jaka prawda: w znaczeniu klasycznym, w ujęciu Tarskiego, czy też może Bradleya?
POSTMODERNISTA
Zamiast o prawdzie mówmy lepiej o symulakrum. Albo lepiej, idąc tu za Deleuze, o pewnym kłączu, które wyrasta z bulwy. Nie ma jednej prawdy, są tylko kłącza albo symulakra.
NEOMARKSISTA
Prawda jest tam, gdzie współczesny proletariat, czyli geje, lesbijki i inni wyrzuceni poza obręb społeczeństwa przez niewidzialną rękę rynku.
FILOZOF DIALOGU
Prawda zawsze leży po środku, nikt nie może jej sobie przywłaszczyć, a już na pewno nie zwolennicy dzikiego kapitalizmu.
DZIEKAN (zajmuje miejsce przy mównicy)
Panowie, proszę o ciszę. Jestem zmuszony przekazać wszystkim informację, że z racji niżu demograficznego oraz cięć w budżecie na szkolnictwo wyższe musimy dokonać redukcji zatrudnienia.
(z sali słychać pomruk oburzenia)
NEOMARKSISTA
To jakieś nieporozumienie! Nasz wydział generuje ogromny kapitał społeczny, nie można nas tak zwyczajnie wyrzucić z pracy!
ANALITYK
To prawda!
FILOZOF DIALOGU (podśmiewując się)
Ale w znaczeniu klasycznym, w ujęciu Tarskiego, czy też Bradleya?
ANALITYK
Zamilcz! Nie muszę tego eksplikować!
POSTMODERNISTA
No bez jaj, nie możecie tego zrobić! Umów trzeba przestrzegać.
NEOMARKSISTA
Prawo własności jest święte, a ta praca to nasza własność. Czy wy tego nie rozumiecie?
FILOZOF DIALOGU
Wy bezmózgie sługusy popytu i podaży! Psy na łańcuchu pieniężnego zysku! Gardzę wami; nie będzie z wami dialogu!
DZIEKAN
Panowie, uspokójcie się. Jeszcze nie skończyłem. Ministerstwo przygotowało za to specjalny grant, ale pod jednym warunkiem: musielibyśmy otworzyć studia gender i się przekwalifikować.
(zapada cisza)
FILOZOF DIALOGU (nieśmiało)
Zawsze podkreślałem, że dialog z mniejszościami seksualnymi to właściwa droga prowadząca do spotkania z Innym.
ANALITYK
Gender to rzeczywiście intrygujące explicandum. Warto by było posłużyć się koncepcją światów możliwych Kripkego aby pokazać, że nasz heteroseksistowski świat to zaledwie jedna z możliwych konfiguracji.
POSTMODERNISTA
Doskonale! Zdekonstruujmy to!
NEOMARKSISTA
Dobrze, zróbmy tak. Już nie mogę patrzeć na tego Macierewicza.


poniedziałek, 1 lipca 2013

"Nie budujmy cywilizacji chrześcijańskiej" - przekonuje przeor dominikanów ze Szczecina.

W miniony weekend byłem w odwiedzinach u rodziny w Szczecinie. W niedzielę poszliśmy na Mszę do oo. dominikanów, gdzie niedawno zawitał nowy przeor - o. Maciej Biskup, który przybył do Szczecina z Poznania. W Poznaniu dał mi się wcześniej poznać z kilku spotkań i wypowiedzi jako energiczny krytyk "kościoła okopanego w bastionach wiary", wielki obrońca ks. Bonieckiego oraz prowadzący dialog ze środowiskiem Gwiazdy Śmierci.
Gdy zobaczyłem go sprawującego Mszę wiedziałem, że w czasie homilii może być ciężko, ale nie spodziewałem się aż takich fajerwerków. O. Biskup wygłosił kazanie, w czasie którego zachęcał (skądinąd słusznie) do porzucenia marzeń o budowanie porządku Bożego przy pomocy państwa, lecz jednocześnie wezwał do porzucenia chęci zbudowania ... cywilizacji chrześcijańskiej.
Zjawisko to było kuriozalne tym bardziej, że przecież Szczecin nie należy do naturalnego siedliska polskiego, ludowego katolicyzmu, lecz przoduje w dziedzinie sekularyzacji oraz lewicowych sympatii. Tymczasem można było odnieść wrażenie, że dominikanin jest przekonany, iż właśnie znalazł się w gnieździe integrystów, których musi koniecznie nawrócić. Błędna diagnoza.

O. Maciej Biskup dał swoim kazaniem najczystszej próby przykład katolicyzmu lewicowego, który uważam za chorobę równą katolicyzmowi prawicowemu. Jak wiadomo, prawicowy katolik (pobożny socjalista) chce, aby w dziele ewangelizacji posługiwać się państwem. Natomiast lewicowy katolik wyróżnia się tym, iż ewangelizacji przy pomocy państwa nie chce, lecz w zamian pragnie jak najsilniejszego państwa, które wręcz gnębiłoby katolików i czyniło ich męczennikami.
Katolik o lewicowych skłonnościach fascynuje się tym, że świat jest nastawiony wrogo do katolików, że czyni się coraz bardziej pogański i zamiast walczyć z państwem, które stanowi główny motor napędowy ziemskiego zła, toczy z nim nieustanny dialog. Jednocześnie czuje się wyraźnie lepszy moralnie od prostych integrystów, których utożsamia najczęściej z polityczną prawicą.
O. Biskup przedstawił w swoim kazaniu właśnie taką wizję katolicyzmu lewicowego, który zamiast walczyć ze złem państwa, grzechem homoseksualizmu, czy tez aborcji przyjmuje pozę bezradnego robaka, który leży na odwłoku i bezradnie macha kończynami w sytuacji, gdy wiara jest zagrożona.

O. Biskup wyraził przekonanie, że prawdziwe chrześcijaństwo to chrześcijaństwo ofiary i męczeństwa, lecz problem polega na tym, że on wcale go nie proponuje. Jego chrześcijaństwo ma więcej wspólnego z masochizmem, bo czy za męczeństwo można uznać postawę aktywnego poszukiwania własnej szkody ze strony przeciwników? O godnej pochwały ofierze i męczeństwie będziemy mogli mówić dopiero wówczas, gdy podejmiemy aktywną walkę ze współczesnymi zagrożeniami wiary, nie wtedy, gdy sami w podskokach rzucimy się w objęcia naszych oprawców.
Wizja chrześcijaństwa, o której usłyszałem w Szczecinie z ust dominikanina jest mi całkowicie obca.

Największym problemem katolików jest dziś to, że spora część z nich niezmiennie brnie w objęcia jednego z dwóch błędów, które wynikają z niewłaściwego zrozumienia natury państwa. Z jednej strony mamy katolików prawicowych, którzy dążą do państwa, w którym katolicyzm miałby zagwarantowane przywileje i byłby uznany za religię państwową. Pragną przywrócenia dawnego porządku, gdy Kościół żył w symbiozie z instytucjami władzy świeckiej. Z drugiej stromy mamy zaś katolików lewicowych, którzy wprawdzie krytykują prawicowy integryzm, ale jednocześnie nie podejmują żadnej walki z państwem, które traktują nieraz za większe dobro niż Kościół. Pragną, aby Kościół stopniał liczebnie gdyż liczą, że wówczas stanie się instytucją elitarną, dlatego wielu z nich z aktywnie popiera ruchy sekularyzacyjne, a nawet antykościelne.
Tymczasem katolicy powinni być libertarianami. Odrzucić prawicowe i lewicowe przesądy i konsekwentnie sprzeciwiać się państwu. Gdyby zrozumieli, że to państwo jest złem, a nie inni wierzący o innej orientacji politycznej, może wówczas oszczędzone by nam było wysłuchiwanie kazań o jednoznacznym wydźwięku politycznym.
Może wówczas nie musiałbym krytykować ojca, który jest zapewne gorliwie wierzącym i dobrym człowiekiem, a który mimo to próbuje się odnaleźć po jednej ze stron wzniesionej przez państwo barykady dzielącej Lud Boży.

niedziela, 24 marca 2013

Wolnościowy eunuch - czyli recenzja "Odkrywając wolność Leszka Balcerowicza"

Każdy reżim potrzebuje swoich eunuchów. Żeby sobie pofiglować, ale żeby nic z tego nie było. Takie właśnie zadanie dla obecnego państwa polskiego spełnia Leszek Balcerowicz, który opowiada na lewo i prawo o wolnym rynku i wolnej przedsiębiorczości, a jednocześnie ma swoim życiorysie przewodniczenie NBP oraz Ministerstwu Finansów.

Jak każdy ideologiczny, nadworny eunuch, Balcerowicz bardzo by chciał, ale nic z tego nie wyjdzie. Balcerowicz zabawia dwór opowiastkami o liberalizmie gospodarczym, dostaje za to dobre wynagrodzenie i to tyle. Któraś z nadwornych dam głośno zarechocze, jakiś minister pocmoka albo klepnie go w tyłek, ale i tak towarzystwo nie weźmie tego na poważnie.

W ramach swoich eunuszych występów Balcerowicz wydał właśnie antologię tekstów "przeciw zniewoleniu". Ale że facetowi brakuje "jaj" widać nawet po samych nazwiskach, które zaprosił do obrony swej dziwacznie pojętej wolności: Karl Popper, Leszek Kołakowski, John Stuart Mill, Richard Pipes ... Zabrałko tylko Antonio Gramsciego, Jacka Kuronia i Hannah Arendt.

Nasz wolnorynkowy eunuch jakby przeczuwał, że z Popperem i Millem to gruba przesada, więc chciał dla przeciwwagi dodać trochę choćby deklarowanych wolnorynkowców, ale wyszedł z tego tylk: Milton Friedman, Friedrich von Hayek, Adam Smith oraz Janusz Korwin-Mikke.

LUDZIE, uciekać! Libertariany idą!

Pomiędzy Kołakowskimi i Popperami można znaleźć wprawdzie dużo zacnych autorów i tekstów (Bastiat, Mises, Epstein, Tullock), ale naczelnemu eunuchowi polskiego liberalizmu gospodarczego pozostaje zadać pytanie: a gdzie Rothbarda albo Hoppe? Pominąć ich w antologii tekstów o wolności to tak jak nie wspomnieć w antologii polskiej poezji o Mickiewiczu i Słowackim. To tak jak pisać o kościołach w Krakowie, a pominąć katedrę na Wawelu i kościół mariacki.

Na "Odkrywając wolność" Balcerowicza zwyczajnie szkoda czasu - tym bardziej, że niemal wszystkie wartościowe teksty o wolności są dostępne w internecie za darmo. Balcerowicz udowadnia ponadto, że zwyczajnie nie rozumie, czym jest wolność.

Nie czytajcie książek wolnościowych eunuchów, bo z figlów z eunuchami i tak nic nigdy nie będzie.

poniedziałek, 4 marca 2013

Krew na waszych rękach

Od wczoraj trwa kolejny żenujący teatrzyk, który jednak jest o tyle tragiczny, że kosztuje wiele ludzkich istnień. Dyspozytor państwowej "służby zdrowia" odmówił przyjazdu do 2,5 letniej dziewczynki, która wkrótce zmarła. Nie jest to przypadek odosobniony - niedawno głośna była także sprawa chłopczyka z Białegostoku, a są to zaledwie krople w morzu mniej lub bardziej podobnych sytuacji.

Lewicowe media od razu wypromowały fałszywego bohatera w postaci Jerzego Owsiaka, który zadeklarował wzburzenie tą sytuacją oraz zagroził, że jego Orkiestra nie pomoże już oddziałom dziecięcym państwowych szpitali. Potem dołączył się Minister Śmierci Arłukowicz, który zaczął szukać winnych, a poseł PiS-u Adam Hofmann obarczył winą za ten incydent państwo Tuska (tak jakby PiS chciał sprywatyzować usługi medyczne).

W normalnym świecie gdy ktoś jest głodny i wchodzi do restauracji, to kelner nie wygania go i nie mówi żeby zjadł gdzie indziej, tylko pospiesznie szuka miejsca dla gościa. W chorym świecie, w którym żyjemy, w którym państwo jest właścicielem wszystkiego, co się rusza, państwowy urzędnik przegania swoich klientów. Przegania ich, bo całkowicie wisi mu to, czy ich obsłuży czy nie, gdyż i tak jego wynagrodzenie pochodzi z przymusowej składki zdrowotnej. Tak długo, jak będzie istniała państwowa "służba zdrowia", będzie się tak działo zawsze. Będą się tak zachowywali dyspozytorzy pod Tuskiem, Kaczorem, Hofmannem, Owsiakiem, Matką Teresą i Bóg wie kim jeszcze. Będą - bo są państwowi.

Jakim prawem Owsiak i Arłukowicz zgrywają oburzonych, skoro robią wszystko, aby zachować własność państwową na rynku medycznym? Czy można być bardziej obłudnym?

Ale to nie tylko ich wina. Krew na rękach macie wy wszyscy - zwolennicy państwa. To z waszej woli istnieje organizacja, która skutkuje niepotrzebnym zgonami, większą liczbą chorób (z powodu braku konkurencji na rynku i wynikającą stąd słabszą jakością usług), gorszą opieką, celowym uśmiercaniem ludzi (chociażby przez zakaz handlu organami) i wieloma innymi chorymi zjawiskami. To z waszej winy giną i chorują wciąż najsłabsi i ci, którzy mają pecha.

Ministerstwo Zdrowia powinno zostać wreszcie nazwane Instytutem im. Josepha Mengele.

piątek, 22 lutego 2013

Lekcja przedsiębiorczości

Rzadko słucham radia - jadąc autem zazwyczaj włączam swoją własną muzykę. Ale każda płyta kiedyś się kończy i wtedy trzeba przełączyć się na radio. Ostatnio w rozgłośniach radiowych można posłuchać następującej reklamy:
Ta reklama to prawdziwy znak czasu. Pozwólcie, że wytłumaczę dlaczego.
Oto przedsiębiorcy próbują przekonać społeczeństwo, że są mu potrzebni, a dokonują tego przy pomocy ... środków budżetowych!! Przedsiębiorczość to przecież umiejętność oszczędzania własnych środków i inwestowania ich z myślą o dobrach, które powstaną w przyszłości. Państwo to antyteza przedsiębiorczości: jego zyski, w przeciwieństwie do przedsiębiorcy, są zawsze pewne, gdyż pochodzą z przymusu. Prawdziwy przedsiębiorca musi wiecznie zabiegać o klientów, a państwo nimi gardzi. Jaki jest więc sens zachęcać ludzi do przedsiębiorczości przy pomocy instytucji, która ją zwalcza?

Po jaką cholerę komu taka reklama?!

Jak nisko upadli przedsiębiorcy, że nie potrafią nawet wyłożyć z własnej kieszeni na krótką reklamę w radiu?

Ile w tym kraju jest jeszcze ludzi, którzy potrafią zrobić cokolwiek bez udziału państwa?
Ja znam garstkę, którą wszyscy mają za lekko stukniętych i których próbuje się zaszczuć lub wyśmiać. Ale szczerze mówiąc to naprawdę wolę być wyśmiewany i szczuty niż żyć cudzym kosztem.